Muzyka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 kwietnia 2014

9. Dzień trzeci

Obudziłam się cała w motylkach. Rozmyślałam tylko o nim. O naszych wczorajszych wagarach i o tym, że dzisiaj zabiera mnie na dyskotekę. Byłam szczęśliwa. To miał być mój najlepszy tydzień w życiu. Nigdy już się nie powtórzy.

Ale szybko zepsuł mi się humor. Doszło do mnie, że interesując się wyłącznie Dave'em, zaniedbałam moją przyjaźń z Melanie. Na pewno nie ma mi tego za złe. To tylko dwa dni. Ale dla mnie to aż dwa dni. Wiedziałam, że musiałam czym prędzej odnowić nasze relacje.

Moją pierwszą lekcją była fizyka. Nie mogłam się na niej skupić.

-Panno Kate! Mówię do ciebie!- Wrzask nauczycielki Szybko przywrócił mnie do rzeczywistości. Nie chciałam się w niej pojawiać.

-Słucham.- Powiedziałam. Nie wiedziałam czego ode mnie chce.

-Gdzie się wczoraj podziewałaś?!- Nie przepadałam za nią. Zawsze się czegoś czepiała.

-Jak to gdzie? w domu! Chora byłam.

-Jeden dzień? Akurat w dniu sprawdzianu? Bo nie wyglądasz na śmiertelnie chorą!- Na śmierć zapomniałam,. że wczoraj był sprawdzian! Ale to nic. Już mnie to nie obchodziło. Miałam swój tydzień. Mogłam robić co zechcę i psuć sobie reputację aż mi się nie znudzi. Już nic mnie nie obchodziło.

-Przyznają się. Byłam na wagarach.- Uśmiechnęłam się bezczelnie. Zawsze chciałam to zrobić. Teraz miałam na to odwagę. Wkurzyłam byka. Teraz trzeba wiać. Patrzyłam, jak raptownie nabrała powietrza do płuc. Nie tego się po mnie spodziewała. Nie po dawnym kujonie. Słyszałam w klasie szepty i chichoty.

-Dziecko! Co ty wyrabiasz?! Tak się stoczyć! Kto to widział! Dzwonię do twojej matki!

-Niech się pani zapyta co na obiad, bo głodna jestem.- Uśmiechnęłam się triumfalnie. CO prawda, ten tekst był już stary, ale zawsze wkurzał nauczycieli.- A i idę już sobie. Znudziła mnie już ta pani gadanina.- Wzięłam plecak z podłogi i wyszłam z klasy nie oglądając się za siebie. Nim trzasnęłam drzwiami usłyszałam  tylko dwa słowa:

-Dostajesz naganę!

Nie żałowałam. Zawsze chciałyśmy zrobić to z Melanie. Właśnie! Melanie... Na fizyce nie siedziałyśmy razem. Już wystarczająco się na mnie dzisiaj zawiodła. Postanowiłam, że poproszę ją o pomoc w przygotowaniu się do dyskoteki.

czwartek, 10 kwietnia 2014

8. Dzień drugi c.c.d

-Błagam! Nie wrzucaj mnie do tej zimnej wody! Proszę!- Wołałam.

-Wrzucę cię!- Uśmiechnął się złośliwie. Zaczął biegnąć w kierunku wody ze mną na rękach. W jednym momencie z mojego gardła wyszedł zduszony krzyk. Dave był już prawie w wodzie! Stanął prawie w wodzie. Poczekał, aż fala musnęła jego stopę.- Jaka lodowata! Będziesz miała przchlapane, jak zaraz cię tam wrzucę.

Zaczęłam wrzeszczeć. Chciałam mu się wyrwać, ale był za silny.

-Ale nie zrobię tego.- Stwierdził, a ja odetchnęłam z ulgą.- Poopalajmy się.

Położyliśmy się na brzegu morza. Piasek był nagrzany od słońca. My patrzyliśmy sobie prosto w oczy.

Kochałam go. Kochałam go całą sobą, całym moim sercem. Ale rozum podpowiadał mi, że to niewłaściwe. Nie chciałam go posłuchać.

-Słuchaj Kate...-Zaczął mój chłopak.

-Tak?

-Bo jutro... Czy ty?? To znaczy...- Był zakłopotany. Widocznie czymś się zmieszał.

-No powiedz to, prosto z mostu!- Uśmiechnęłam się zachęcająco.

-Bo jutro jest dyskoteka... Poszłabyś na nią? Ze mną?

Chciało mi się śmiać. A więc tego się bał? Zapytać, czy pójdę na dyskotekę? A ja niby nie miałam się bać dwa dni wcześniej oznajmić mu, że go kocham i chcę z nim chodzić wiedząc, że on do mnie nie czuje tego samego? I że niby teraz miałam się nie zgodzić?

Zaczęłam udawać, że się zastanawiam.

-No nie wiem... Z tobą? To lekki wstyd.

Widziałam w jego oczach strach i zmieszanie. Jeszcze nie znałam mojego odważnego Dave'a od tej strony.

-No pewnie, że pójdę!

Wieczorem na prawdę miałam co wspominać. Ostatnio trudno mi jest usnąć. Ale po co spać, gdy mogę myśleć o moim ukochanym?

środa, 9 kwietnia 2014

7. Dzień drugi c.d.

Z niecierpliwością czekałam, aż opuści ręce z moich oczu i pokaże mi dokąd idziemy. Nie miałam najmniejszego pojęcia dokąd mnie zabiera. Byłam podekscytowana. Taka... szczęśliwa. A jeszcze trzy dni temu przygniatał mnie ciężar wiadomości, która spadła w jednej chwili na moje barki. Ale w tej chwili nie chciałam o tym pamiętać. Chciałam żyć tym momentem.

-Już?

-Jeszcze nie. Zakręt w prawo. Uwaga pod nogi!

Czas mi się dłużył. W końcu byliśmy już na miejscu. Opuścił ręce. Moim oczom rozległa się plaża odległa od domu o dziesięć kilometrów... To dlatego już mnie tak bolały nogi.

-Znów mnie zaskoczyłeś.- Promieniałam uśmiechem.

-Dziękuję, to dla mnie komplement.- Pokazał swoje śnieżnobiałe zęby w uśmiechu.-Patrz tam!- zawołał pokazując w palcem.

Odwróciłam głowę w prawo. Co on tam widział? Przyjrzałam się lepiej. Co tam było? Ludzie? Ptaki? Nic nie widziałam. Nagle coś gwałtownie szarpnęło mnie w górę. Dave podniósł mnie na ręce!

-Puść mnie!- Wrzasnęłam.

-Jesteś taka lekka...- Powiedział, jakby był rozczarowany. Ale po chwili uśmiechnął się złośliwie.- Ciepło dziś, nie sądzisz?

Nagle zrobiło mi się gorąco. Znowu chciał wrzucić mnie do wody.

 -Człowieku, puść! Zostaw mnie! Błagam! Co ja ci zrobiłam? Mam nową sukienkę! Nie chcę jej zniszczyć! Proszę...

Dave uśmiechnął się jeszcze szerzej.

-Skoro ci tak szkoda tej sukienki, to postawię cię na ziemi. Masz pół minuty, aby ją ściągnąć.

Co on wyprawiał? Tego było za wiele.

-No dobra.

Ostrożnie pozwolił mi stanąć na ziemi. Odsunął się do tyłu na jeden krok, abym miała miejsce do ściągnięcia niepotrzebnego kawałka materiału. Zaczęłam uciekać. Popatrzyłam do tyłu za siebie. Dave zdziwił się, ale zaczął mnie gonić.  Miałam przewagę piętnastu metrów, bo zanim się zorientował co jest grane, oddaliłam się trochę.

Biegłam przed siebie. Ale Dave szybko nadrabiał zaległości. W końcu dopadł mnie.

-Mam cię! Teraz mik nie uciekniesz!

wtorek, 8 kwietnia 2014

6. Dzień drugi

Obudziłam się. Byłam zmęczona. Całą noc nie przespałam. Usnęłam dopiero nad ranem. Wciąż tylko o nim myślałam. Miałam motylki w brzuchu.

Byłam w niebie. Chciało mi się śmiać na głos. Chciałam śpiewać, tańczyć, krzyczeć i płakać ze szczęścia. 

Zostało mi już tylko sześć dni. Aż sześć dni! Większość jeszcze przede mną. Przez ten tydzień zakładałam najlepsze ciuchy jakie tylko miałam. Jedne właśnie były straszliwie poplamione tortem. Ale nie żałuję. Już niczego nie żałuję.

Dzisiaj postanowiłam założyć coś, w czym jeszcze nigdy nie byłam w szkole. Postanowiłam zwalczyć mój wstręt do sukienek. Założyłam kremową mini sukienkę. Była ładna, śliczna, ale nie czułam się w niej pewnie.

Właściwie nigdy się nie maluję. Nie chciałam nigdy wyglądać jak plastikowa barbie. Ale dzisiaj zrobiłam wyjątek. Poprawiłam trochę tuszem rzęsy, ale nic więcej. Ceniłam naturalny wygląd.

Wyszłam z domu. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem. Właśnie wtedy go zauważyłam.

-Dave! Co ty tu robisz?- Spytałam.

-Jak to co? Przyszedłem po ciebie.- Uśmiechnął się lekceważąco. Miał taki piękny uśmiech. Odwzajemniłam go.

-Miałeś chyba czekać na mnie pod szkołą.

-Masz zamiar iść do szkoły?- Prychnął.- Może i jest dopiero kwiecień, ale nie mam zamiaru marnować takiej pięknej pogody jak dzisiaj. Zabieram cię dzisiaj stąd. Chyba nie stchórzysz? To tylko jedne wagary.

Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Dawna kujonka na wagarach? Czemu nie. Dla mnie już nie było rzeczy niemożliwych.

-To gdzie idziemy?- Zapytałam mojego chłopaka.

-Zobaczysz.- Uśmiechnął się tajemniczo.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

5. Dzień pierwszy c.c.d.

 Rozmawialiśmy. Miło było, a naleśniki smakowały przepyszne.

-Chcesz już wracać do domu?- Zapytał.

-Nie chce mi się. A tort? Nawet go nie ruszyliśmy...- Naprawdę było mi tam dobrze.

-Tort, powiadasz?- Uśmiechnął się szyderczo.

Złapał w swoją dłoń trochę tego ciasta. I... rzucił nim we mnie!

-Proszę, masz swój tort!- Kochałam ten jego ironiczny uśmiech. Ale i tak zasługiwał na zemstę. Oddałam w jego stronę trochę większą porcją.

-A więc tak się bawimy?

Złapał ogromny kawał i rozpłaszczył mi go na głowie. Ja zebrałam z góry samą masę i wysmarowałam nią mu twarz. Wystarczyło jeszcze trochę, aby pobrudzić mu koszulkę. Teraz było idealnie.

Cóż... Nie przewidziałam, że następną warstwę tworzyły wiśnię. Mam gorące nadzieję, że da się je doprać.

-Ja ci dam!- Krzyknęłam. Chwyciłam talerz, na którym leżał tort. Zebrałam z niego resztki ciasta i rzuciłam nimi w niego. Część wyłapał i mi oddał.

Bawiłam się świetnie. Wojna trwała z piętnaście minut, dopóki nie przyszła kelnerka...

-Co tu się wyprawia?! Proszę natychmiast opuścić lokal!

Rozbawieni wyszliśmy na zewnątrz. Było już naprawdę późno. Przeszliśmy się parę kroków dalej. Przystanęliśmy.

Staliśmy naprzeciwko siebie. Jego twarz spoważniała. Delikatnie dotknął mojego lewego policzka. Drugą ręką założył mi włosy za ucho. Patrzyliśmy się sobie przez chwilę w oczy, po czym pocałował mnie.

Pocałunek był inny, niż bym się spodziewała. Inny niż w filmach. Był taki... prawdziwy. W jednej chwili eksplodowałam. Rozbiłam się jak lustro na tysiąc kawałeczków. Czułam się jak w niebie. Chciałam, by trwało to wiecznie. Jego usta delikatnie muskały moje. Tak było dobrze. Tak mogłoby być zawsze.

Tego wieczoru nie mogłam usnąć. Myślałam tylko o nim.